Logo Barometru Krakowskiego

Strona główna > Aktualności > Analiza wyników Barometru Krakowskiego 2020 roku. Kraków w czasie pandemii.

Aktualności

sierpień 2021

Tagi: AktualnościZdjęcie Krakowa

Analiza wyników Barometru Krakowskiego 2020 roku. Kraków w czasie pandemii.

Badanie Barometru Krakowskiego w 2020 r. realizowane było – ze względów na stan pandemii – metodą wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo (tzw. CATI) na próbie celowo-kwotowej. Próba kontrolowana była ze względu na płeć, wiek i miejsce zamieszkania (dzielnica) respondentów. Łącznie przeprowadzono 1100 wywiadów, a czas trwania wywiadu wynosił 20 minut. Ze względu na realizację badania odmienną techniką badawczą w edycji 2020 wystąpiła nadreprezentacja osób w związku z małżeńskim, posiadających dzieci oraz wykształcenie wyższe.

 – Barometr Krakowski 2020 to nie (…) laurka wystawiona miastu, niemniej liczba ocen pozytywnych przyznawanych rozmaitym aspektom życia w mieście przeważa nad negatywnymi. Mam tu na myśli aspekty, które bada Barometr, a więc między innymi kulturę, rozrywkę, kwestie parkingów czy jakości powietrza. Moim zdaniem wyniki nie do końca pokazują jak wygląda życie w mieście, lecz jego ocenę ze strony dość specyficznej grupy mieszkańców – tak socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Andrzej Bukowski, komentuje wyniki najnowszego Barometru Krakowskiego.

Co Pana najbardziej zaskoczyło w Barometrze Krakowskim 2020?

Może nie tyle zaskoczyło, ile uświadomiło, że interpretując ten konkretny raport należy pamiętać o cechach, które ma najliczniejsza grupa respondentów. Chodzi mi tu o nadreprezentację osób z wyższym wykształceniem, prowadzących działalność gospodarczą, deklarujących dobrą sytuację finansową, oraz osób pozostających w związkach małżeńskich, mających dzieci. Przy tego rodzaju nadreprezentacji uzyskujemy inny obraz społeczności, niż wynikało to z wcześniejszych Barometrów. 

To jak, w takim razie, powinniśmy interpretować te wyniki? 

Przez pryzmat grupy, która jest bardzo dobrze sytuowana, wykształcona, mieszka w dobrych dzielnicach i w związku z tym stosunkowo nieźle ocenia miasto i rozmaite aspekty życia w nim. Oczywiście, Barometr Krakowski 2020 to nie była laurka wystawiona miastu, niemniej liczba ocen pozytywnych przyznawanych rozmaitym aspektom życia w mieście przeważa nad negatywnymi. Mam tu na myśli aspekty, które bada Barometr, a więc między innymi kulturę, rozrywkę, kwestie parkingów czy jakości powietrza. Moim zdaniem wyniki nie do końca pokazują jak wygląda życie w mieście, lecz jego ocenę ze strony dość specyficznej grupy mieszkańców. 

Sugeruje Pan, że w rzeczywistości jest gorzej niż pokazują wyniki badania?

Sugeruję, że gdyby cechy grupy pytanych osób były bardziej zbliżone do cech mieszkańców całego miasta, jak w poprzednich edycjach badania, wyniki mogłyby być nieco inne. Może wtedy ocen negatywnych byłoby więcej, a pozytywnych mniej. 

Porozmawiajmy więc najpierw o tych ocenach negatywnych. Według Barometru, w Krakowie najgorzej jest z parkingami. To ostatnie miejsce w rankingu zadowolenia mieszkańców. Chodzi tu o generalnie parkowanie w mieście, bo już parkowanie w miejscu zamieszkania wypada trochę lepiej. Miasto zachęca do korzystania z transportu publicznego, stawia na rozwiązania typu Park& Ride… Dlaczego, ogólnie mówiąc, my nie mamy takiego nawyku, dlaczego większość z nas woli dostać się swoim autem do centrum miasta, choć wiadomo, że wiąże się to z utrudnieniami?

Na początek mam dwa zastrzeżenia. Po pierwsze, proszę pamiętać, że te badania przeprowadzano w sytuacji pandemii. Wtedy wiele osób pracowało zdalnie. Kupowanie Krakowskiej Karty Miejskiej już nie było tak opłacalne jak wtedy, kiedy podróżowało się codziennie. Po drugie, wspominałem o nadreprezentacji w badanej grupie osób z wyższym wykształceniem. Oni rzadziej korzystają z komunikacji publicznej, a częściej z własnego samochodu. Jest to związane z ich stylem życia, stylem pracy, stylem poruszania się po mieście z domu do firmy. W centrum miasta, tam gdzie jeździ sporo badanych, ceny za parkowanie mocno poszły w górę. Parkingi są coraz mniej cenowo dostępne. To rodzi duże problemy. Stąd, moim zdaniem, tak krytyczna ocena tego aspektu życia w Krakowie. 

Skoro jesteśmy w temacie poruszania się po Krakowie: 50% badanych powiedziało, że w ogóle nie jeździ na rowerze. To po co budować nowe ścieżki i poszerzać istniejące, zabierając pasy innym użytkownikom dróg? Połowa badanych krakowian deklaruje, że codziennie jeździ autem. Jaki sens ma więc rowerowa polityka miasta?

Pytanie, dla kogo są te ścieżki rowerowe. Myślę, że dla młodszej populacji, co jest zrozumiałe. Ja z roweru korzystam jedynie w dni wolne, od czasu do czasu, sporadycznie. Nie wyobrażam sobie, żebym w wieku 55+ codziennie dojeżdżał kilkanaście kilometrów do pracy. Mieszkam na Kurdwanowie, który ma spore różnice wzniesień, i dla mnie to byłoby co najmniej kłopotliwe. Poza tym wróćmy znów do wspomnianej grupy krakowian z wyższym wykształceniem. Oni najczęściej dojeżdżają do pracy autem, bo tak jest szybciej, wygodniej i można przy okazji załatwić kilka spraw: np. zawieźć dzieci do szkoły czy przedszkola. Tu trzeba by zrobić bardziej pogłębione badania, żeby zobaczyć, jak ma się poruszanie się po mieście do stylu życia i codziennych praktyk związanych z organizacją życia rodzinnego mieszkańców Krakowa. My to musimy wiedzieć, żeby potem móc projektować infrastrukturę drogową, rowerową, generalnie transportową. 

Zadowolenie z jeżdżenia po Krakowie samochodem deklaruje 18% pytanych. Zadowolenie z jeżdżenia po Krakowie rowerem deklaruje z kolei 72%. Czy wzrost zadowolenia z rosnącej liczby ścieżek rowerowych przekłada się na wzrost niezadowolenia kierowców? Czy to stereotyp i błędna interpretacja?

Rzeczywiście, jest coraz więcej ścieżek rowerowych i ludziom jeździ się lepiej w czasie wolnym. W dniu pracy, ze względu między innymi na braku czasu, stawiają na transport samochodowy. Sprawa jest prosta: jeśli więcej ludzi wybiera auta, to więcej samochodów wyjeżdża na ulice i powoduje to większe korki. Miasta nie są z gumy. Do tego należy dodać osoby spoza Krakowa, które przyjeżdżają autami i usiłują się dostać do centrum. Tam obecnie znajduje się większość instytucji, a tym samym miejsc pracy. Do tego dochodzą remonty różnych odcinków dróg, czasem tych newralgicznych. To wszystko przekłada się na wzrost niezadowolenia. 

Żeby zakończyć wątek transportu: 69% pytanych jest zadowolonych z komunikacji miejskiej. To sporo, choć to i tak spadek w porównaniu z 2018 rokiem.

Poziom zadowolenia z komunikacji zbiorowej jest wypadkową wielu jej aspektów. To na przykład ceny za bilety, niezawodność, dogodność i częstość połączeń. Spadek zadowolenia może się wiązać z istotnym wzrostem cen biletów, który nastąpił niedawno. Dziś, jeśli się nie wykupi KKM, to cena za pojedynczy bilet jest już poważna. Za przejazd tam i z powrotem płacimy sporo, nawet biorąc pod uwagę ponadprzeciętne zarobki, jakie deklarują badani.

Władze miasta tłumaczą, że krakowianie mogą kupić KKM i dzięki temu płacić mniej. 

Tak, ale w czasie badania była pandemia. Przedsiębiorstwa wprowadziły mieszane formy pracy, ludzie częściowo pracują z domów. Rzadziej jeżdżą do firmy. Jeśli zrobią bilans dojazdów do pracy, to może się okazać, że nie opłaca się im się kupować Karty. Zresztą większość badanych deklaruje, że nie korzysta z KKM. Na niekorzyść komunikacji miejskiej wpłynęła też pandemia. Zmieniły się częstości kursowania, rozkłady jazdy, wzrosły ceny biletów. Miasto tłumaczy podwyżki ogromnymi stratami spowodowanymi przez COVID-19. Mało osób jeździło wtedy autobusami i tramwajami. 

Na podium „niezadowolenia” jest też jakość powietrza. Jak wyjaśnić, że zadowolenie z czystości powietrza spadło (w porównaniu z jesienią 2018 roku), skoro w ubiegłym roku powietrze było czystsze niż w latach poprzednich? Stało się tak między innymi dzięki wprowadzeniu zakazu palenia węglem i drewnem w piecach. Dlaczego, skoro jest lepiej, to w badaniach jest gorzej?

To zastanawiające. Jak większość mieszkańców, też posiadam w telefonie aplikację mierzącą czystość powietrza. I zgodnie z moimi obserwacjami, jakość powietrza w Krakowie się polepsza. Rzeczywiście zauważyłem, zwłaszcza w tym roku pandemii, że praktycznie słupki nigdy nie przekraczały dozwolonych norm, a Kraków był w zasadzie czystym miastem. Wzrost niezadowolenia tłumaczę więc sobie tym, że oczekiwania wobec czystości powietrza rosną, zwłaszcza wśród ludzi z wyższym wykształceniem, wśród których świadomość ekologiczna jest bardzo wysoka. W mediach praktycznie codziennie podawane są informacje o zagrożeniach klimatycznych. Myślę, że ludzie stali się bardziej uwrażliwieni na tę tematykę, ich oczekiwania rosną, a to przekłada się na ocenę również lokalnego powietrza. Ich odpowiedzi nie muszą  wprost  przekładać się w stosunku jeden do jednego w kwestii niezadowolenia z powietrza w Krakowie, a mogą dotyczyć oczekiwań wobec jakości powietrza w ogóle. 

Czyli wiąże się to z większą świadomością mieszkańców?

Z większą świadomością grupy, o której tu wspominam. To specyficzna, świadoma ekologicznie grupa. Jakość powietrza jest dla nich szczególnie ważna. 

93% badanych deklaruje, że ma dostęp do terenów zielonych. Leżą one w odległości do 15 minut spacerem od domu. 76% osób jest zadowolonych z zieleni w miejscu zamieszkania. Porównując rok 2018 do 2020 widzimy, że rośnie zadowolenie z terenów zielonych w najbliższej okolicy badanych, a spada zadowolenie z liczby terenów zielonych ogólnie w mieście. Gdy weźmie się pod uwagę, że badani pochodzili ze wszystkich dzielnic, nasuwa się pytanie, z czego wynikają takie odpowiedzi. Swoje znamy, cudzego nie dostrzegamy? Czy jest jakieś inne wytłumaczenie?

Tu znów bym interpretował przez pryzmat doboru próby do badań. Proszę zobaczyć, że pytani są w ogóle zadowoleni z miejsca zamieszkania. Większość odpowiada, że nie chciałaby przeprowadzić się do innej dzielnicy. Może mieszkają w takich miejscach, które specjalnie wybrali ze względu na przyrodę, otoczenie. Natomiast jeśli chodzi o całe miasto, dostrzegają takie mankamenty jak mała liczba dużych parków. W Krakowie może brakować im miejsc zielonych położonych nad wodą, z rozmaitymi elementami do rekreacji i zabawy dla dzieci. Takich, gdzie można wypoczywać w dni wolne od pracy.

W ostatnich miesiącach mieszkańcy otrzymali wiele nowych miejsc do spacerowania. Na przykład zrewitalizowany Przylasek Rusiecki, atrakcyjne tereny przy Parku Lotników.

Mieszkam tu już 30 lat, dlatego powiem też z mojej perspektywy. Oprócz leżącej niedaleko Krakowa Puszczy Niepołomickiej i Lasku Wolskiego oraz niewielkiego Zakrzówka mało jest takich zielonych terenów na weekendowy wypoczynek. Kraków ma mało dużych parków, w których w dodatku znajdowałyby się jakieś jeziorka, rzeczki, dające w upalne lata wytchnienie. Park Jordana jest szczególnym miejscem, choć nie ma tam sadzawki, która była kiedyś. Park Krakowski jest parkiem wciśniętym praktycznie w infrastrukturę miejską, leży obok Alej Trzech Wieszczów. Dopiero od niedawna, jak widzę, powstaje wiele atrakcyjnych inwestycji. Z mojego punktu widzenia, Kraków ma niewiele takich zielonych miejsc połączonych z wodą, w porównaniu choćby do Warszawy, Poznania czy Trójmiasta. W ogóle Trójmiasto pod tym względem jest wyjątkowe, bo leży przecież pomiędzy brzegiem morza a lasem. Mieszkańcy Krakowa zauważają te różnice, te deficyty. Do tego dochodzi „betonoza”. Większość miejskich placów jest zabetonowanych. Posadzone na zrewitalizowanych przestrzeniach drzewka są jeszcze wątłe, może za 10, 15 lat będą mogły dawać cień. Jeśli ktoś spędza lato w Krakowie, widzi, że jest dość mało kąpielisk, lasów i miejsc wypoczynku jak na miasto, gdzie mieszka prawie 800 tysięcy ludzi. 

Według Barometru, zadowolenie z możliwości wpływania na władze diametralnie spadło w stosunku do 2018 roku. Dalej czytamy, że dialog z władzą ważny jest dla 1% badanych. To się wzajemnie nie wyklucza?

Nie. Pan mówi o tabeli, która jest dla mnie bardzo ważna, czyli matrycy priorytetów i zadowolenia z aspektów funkcjonowania miasta. Mamy tu cztery ćwiartki. W dwóch górnych ulokowane są te aspekty, które mieszkańcy określają jako ważne dla ich życia. Biorąc pod uwagę sytuację pandemii oraz to, że dominujący w grupie badanych są ludzie z wykształceniem wyższym, nie dziwi, że wśród priorytetów wskazywane są kultura i rozrywka, jakość powietrza, rynek pracy, zdrowie i komunikacja. Co jest najniżej? M.in. hałas i czystość w okolicy oraz właśnie dialog z władzą. 

To oznacza, że nie chcemy rozmawiać z władzą?

I znowu, proszę zobaczyć, kim są pytani. To są najczęściej aktywni ekonomicznie, gospodarczo, życiowo, zawodowo i zarobkowo ludzie. Oni mają stosunkowo mało czasu na zajmowanie się sprawami publicznymi, sprawami miasta. To są dobrze wykształceni specjaliści. Oni chcieliby po prostu, żeby sprawy w mieście szły dobrze. Raz na cztery lata wybierają władze, kierują się określonymi kryteriami, ale potem już dają tym władzom przestrzeń do rządzenia i oczekują, że władze będą należycie wywiązywały się ze swoich obowiązków. Oni sami nie mają czasu, by na bieżąco angażować się w sprawy miasta. Politolodzy nazywają tego typu mandat do sprawowania władzy powierniczym. Ludzie powierzają władzę swoim reprezentantom, przestając się dalej bezpośrednio zajmować sprawami publicznymi. Dlatego dialog z władzą w przestrzeni ich priorytetów jest lokowany nisko. 

Z drugiej strony powstają coraz większe grupy aktywistów miejskich. Czy oni w takim razie mają za dużo czasu, z którym nie mają co robić? 

Nie! Aktywizm często jest związany z wykonywanym zawodem, ale także z profilem i poziomem wykształcenia. Na przykład wśród osób, które zawodowo zajmują się ochroną środowiska, powstaje grupa ekologów, aktywnych też społecznie. To nie jest sprzeczność. Wręcz przeciwnie, to się nawzajem wzmacnia. Jeśli ktoś na przykład zajmuje się zawodowo ochroną środowiska, ma wykształcenie albo przyrodnicze albo leśne, czasem prawnicze, często chętnie aktywizuje się jako społecznik, osoba zainteresowana stanem środowiska w mieście, stanem powietrza. Ten sam mechanizm funkcjonuje w przypadku innych obszarów życia w mieście, nie tylko ochrony środowiska.

Przyjrzyjmy się teraz ocenom poszczególnych władz. Najlepiej wypadają tu rady dzielnic, 56% ocen pozytywnych. Najmniej, bo 38%, otrzymała Rada Miasta Krakowa. Tymczasem najpewniej większość z nas nigdy nie miała i nie będzie miała styczności z tymi jednostkami. Dlaczego w takim razie jedni są na górze, drudzy na dole tabeli?

Jeśli mieszkam w dzielnicy, z której jestem zadowolony, a informują nas o tym inne dane, to automatycznie dobrze oceniam radnych tej dzielnicy, mimo że tak naprawdę nigdy nie miałem z nimi styczności i nie wiem nawet do końca, czym oni się zajmują. Nawet jeśli mieszkam na osiedlu, za którego wygląd odpowiada wspólnota, a nie rada dzielnicy, to ocenię radę wyżej. Jeśli chodzi o kompetencje Rady Miasta Krakowa, to najczęściej w ogóle nie wiemy, czym ona się zajmuje, albo wiemy dość mgliście. 

Tu warto podkreślić inną sprawę. Za kwestie najważniejsze z punktu widzenia życia Polaków odpowiada państwo, nie samorząd. Mowa tu o rynku pracy, mieszkań, ochronie zdrowia i bezpieczeństwie rozumianym w kryminalnym aspekcie. Samorząd zajmuje się sprawami istotnymi, ale nie tymi najważniejszymi. To państwo sprawuje pieczę nad kluczowymi dla ludzi tematami. 

Patrząc na skalę niezadowolenia z władz, najwięcej, bo 24% pytanych, niezadowolonych jest z działań prezydenta miasta. Z czego to może wynikać? 

Ze znanej politologom zasady, że polityka jest zawsze personalizowana. Prezydent symbolizuje władzę, w tym wypadku samorządową. Jeśli dzieje się coś złego, albo z czegoś jestem niezadowolony, to mam skłonność do personalizacji władzy, a więc kierowania moich pretensji, niespełnionych oczekiwań, właśnie w stronę kogoś, kto tę władzę personalnie symbolizuje, np. prezydenta. Tu potrzebne by były bardziej pogłębione badania pokazujące, jak zmienia się jego postrzeganie z kadencji na kadencję. To też mogłoby nam coś powiedzieć o jakości prezydentury.

Myśli Pan, że na ten wynik może mieć wpływ to, że badania były przeprowadzone mniej więcej w połowie kadencji? 

Na ten wynik mogłaby mieć wpływ na przykład pandemia i fakt, ze generalnie ludzie byli niezadowoleni z władzy. A władzę, jak mówiłem, symbolizuje właśnie Prezydent. Urząd Miasta Krakowa, rady dzielnic, Rada Miasta Krakowa – to są bardzo ogólne kategorie. Nie wiemy, co dokładnie oznaczają, czym się konkretnie zajmują, a kiedy słyszymy „Prezydent Miasta Krakowa”, od razy widzimy Jacka Majchrowskiego i możemy łatwo go zidentyfikować jako adresata naszych dobrych bądź złych emocji.

Przejdźmy do pozytywów. Pierwsze miejsce w rankingu zadowolenia (89% pytanych) to kultura i rozrywka w mieście. Na drugim miejscu jest atrakcyjność centrum miasta i możliwość uprawiania sportu. Badania były przeprowadzane w środku pandemii (listopad 2020), wtedy, kiedy z tych zalet nie mogliśmy korzystać. Ta tęsknota za tym, czego nie można było robić?

No pewnie, że tak! Przeszliśmy lockdown, który dał nam ostro popalić. Na pewno to zapadło w pamięć respondentom i stąd ta tęsknota. Instytucje kultury były zamknięte, siłownie, restauracje też. Uważam, że to efekt pandemii.

Ogromny skok na plus odnotowało w tym badaniu czytelnictwo. Z 54% na 90% w pytaniu o przeczytanie przynajmniej jednej książki. I aż z 11% do 81% w pytaniu o zakup przynajmniej jednej książki w ciągu ostatnich 12 miesięcy. To też efekt pandemii?

Też. Przy ograniczeniu możliwości wyjścia i spotykania się z przyjaciółmi, wspólnej rozrywki, wróciliśmy do lektury. Tu kolejny raz przypominam o grupie, na której robiono badania. To głównie osoby wykształcone, czytające. Z tego należy się cieszyć, bo to jedna z nielicznych pozytywnych stron pandemii. Rzeczywiście, jak spojrzałem na te statystyki dotyczące czytelnictwa, to byłem zaszokowany. W porównaniu ze średnią czytelnictwa w Polsce to są bardzo wysokie liczby.

Czy zmiany, które wniosła w nasze życie pandemia, w nas zostaną? Czy nauka pokazuje, że wrócimy do swojej wcześniejszej „normy”, ponieważ to były wymuszone zmiany?

Pandemia się jeszcze nie skończyła. Myślę, że wciąż przed nami kolejne fale, choć mam nadzieję, że nie będą tak dotkliwe. Natomiast nic już nie wróci do tego, co było. Doświadczenia pandemiczne w nas zostały, część rutyn weszło do naszego życia. Ja widzę choćby po sposobie funkcjonowania uczelni, że procedury i schematy wypracowane podczas zajęć zdalnych częściowo już przydają się w nowych sposobach organizowania życia akademickiego. Pandemia była tak ważnym doświadczeniem, tak traumatycznym, że będziemy musieli na nowo spojrzeć na to, jak organizujemy życie prywatne i życie publiczne. To przyniesie kolejne zmiany. Prawdopodobnie, jeśli część pracy będziemy wykonywać zdalnie, to zmniejszy się natężenie ruchu albo obciążenie komunikacji miejskiej. Być może trzeba będzie przeorganizować priorytety transportowe w mieście. Tego nie wiemy. Musimy poczekać i to obserwować. 

Panie Profesorze, na koniec zróbmy krótkie podsumowanie. Patrzy Pan na wyniki Barometru i co Pan sobie myśli: dobrze nam się mieszka w Krakowie czy źle?

Wiemy, że Kraków to wyjątkowe miasto i żyje się tu dobrze. Natomiast przy kolejnych takich badaniach musimy dbać o to, żeby każda z badanych grup miała swoją równą reprezentację. W tym badaniu najliczniejsza jest grupa z wyższym wykształceniem. 

Ale miastu przecież chodzi o to, by ich zadowolić. Żeby ludzie studiujący w Krakowie tu zostawali, pracowali i tu płacili podatki.

Jest takie określenie dotyczące tej grupy – klasa kreatywna. I rzeczywiście, jak wynika z analizowanych tu badań, Kraków jest wprost dla nich stworzony. Ogólnie rzecz biorąc, dobrze im się tu żyje. Ale są też inni mieszkańcy, ci, którzy pracują m.in. w branżach obsługujących klasę kreatywną, którzy mają nieco słabsze wykształcenie, gorszą sytuację mieszkaniową, niższe zarobki. Być może w kolejnych edycjach Barometru należałoby tej grupie poświęcić nieco więcej uwagi.

*Dr hab. Andrzej Bukowski, prof. UJ – socjolog, członek Społecznej Rady Barometru Krakowskiego, kierownik Zakładu Socjologii Sfery Publicznej Instytutu Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor licznych publikacji z zakresu regionalizmu, rozwoju lokalnego i regionalnego, demokracji i społeczeństwa obywatelskiego. Jego zainteresowana naukowe to socjologia władzy i polityki, zagadnienia demokracji lokalnej i samorządu terytorialnego, socjologia miast, ruchów i ideologii miejskich oraz innowacje społeczne i współpraca nauki i gospodarki.

Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to).

Akceptuję